sobota, 30 marca 2013

Cytrynowo-czekoladowa babka marmurkowa :) i Życzenia Wesołych Świąt :))))




Z okazji Świąt Wielkanocnych, wszystkim moim czytelnikom życzę dobrego zdrowia, radości, spokoju i pysznych smakołyków na stole. Niech te Święta będą pełne miłości i niezapomnianych wspaniałych chwil z rodziną i przyjaciółmi :)
Jednocześnie dziękuję Wam, że jesteście, bo dla mnie ten blog to coś więcej niż hobby, to miejsce gdzie poznaje najwspanialszych ludzi pod Słońcem, ludzi dzięki którym życie staje się barwniejsze. Dziękuje Wam za wsparcie i motywację do działania, do tego by się nie poddać...

Dziś dziele się z Wami ostatnim przed Świętami przepisem. Pochodzi on od mojej mamy, choć dodałam co nieco od siebie ;) jak zwykle.....







Składniki:
1 szkl. Mąki
1/2 szkl. Mączki ziemniaczanej
1 szkl cukru
5 jajek
1/2 kostki masła
4 łyżki oleju
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z połowy cytryny (przecedzony)
olejek cytrynowy
2 łyżki kakao

Na polewę:
2 łyżki soku z cytryny
4 łyżki cukru pudru


Połowę cukru ucieramy mikserem z żółtkami, masłem i olejem. Dodać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Białka ubić na sztywno z reszta cukru. Z białek odłożyć do innej miski 2 łyżki, resztę białek wymieszać z ciastem. Całe ciasto podzielić na 2 części, jedną część wymieszać z pozostawionym białkiem i przesianymi 2 łyżkami kakao. Do części białej wcisnąć przez sitko sok z cytryny i porządnie wymieszać. Formę do babki wysmarować margaryną lub olejem i wysypać bułką tartą. Wylać cytrynowe ciasto, wyrównać, i na nie na wylać kakaowe. Jeśli chcemy 2 warstwy to tylko wyrównujemy powierzchnię, jeśli chcemy marmurkową, to widelcem robimy w cieście esy floresy. Pieczemy ok.40 minut w 170 stopniach, bez nawiewu i bez termoobiegu.

Babkę polewamy polewą czekoladową lub cytrynową.
Ja do tej babki preferuję najzwyklejszą polewę cytrynową. Sok z cytryny wyciskamy przez sitko i dosypujemy po 1 łyżce cukier puder ciągle ucierając. Lukrujemy jeszcze ciepłą babkę.
Smacznego i Wesołego Alleluja :D






Cytrynowe wypieki

środa, 27 marca 2013

Ozdoby Świąteczne, bez chemii koniecznie :)



Witajcie kochani!!!
Jak nastroje przedświąteczne? U mnie niezbyt je czuć. Ta zima powoduje że mam wrażenie jakby zbliżało się Boże Narodzenie a nie Wielkanoc :(
I gdzie tu globalne ocieplenie pytam???? no gdzie??? Chyba na Florydzie!!!
No nic nie o pogodzie pisać miałam, ale zapewne rozumiecie, że teraz to jest temat numer jeden.

Na blogu ciągle mają miejsce pierwsze razy. I tym razem tak jest, gdyż pierwszy raz bawiłam się masa cukrową. Tak samo ozdoby z czekolady są debiutem i rysowałam je zwykłym nożykiem, bo nie mam żadnych pisaków itp. Takie urządzenia są pioruńsko drogie...niestety nieosiągalne dla mnie. A że jestem estetką i lubię jak coś jest ładne, więc widzę, że moje ozdoby do cudów nie należą. Jednak na pewno spełnią swoje zadanie, umilą oko i dodadzą świątecznego nastroju w Wielkanoc ;)
A Wy jak ozdabiacie stół Wielkanocny? Sami coś robicie, czy kupujecie gotowe ozdóbki? A może stawiacie na minimalizm i biały obrus, oraz uśmiechnięte buzie rodziny wystarczą? Ja byłam dotychczas minimalistyczna. W tym roku jednak się troszkę zabawiłam :)
Tylko się ze mnie nie śmiejcie, z ozdób możecie :P


















Przepis pochodzi z internetu, ogólnie pojętego :)

Potrzebujemy:
200g cukru pudru
25g glukozy
1 łyżeczka żelatyny
20ml gorącej wody

We wrzątku rozpuszczamy żelatynę. Kiedy już całkiem się rozpuści to dosypujemy do niej glukozę, mieszamy znów do rozpuszczenia. Do dużej miski wsypujemy połowę cukru pudru i dolewamy do niej rozpuszczoną żelatynę z glukozą. Mieszamy trzepaczką/ łyżką, dodajemy cukier puder aż do momentu kiedy nie będzie szło nią ruszyć. Wtedy dosypujemy resztę cukru pudru i zagniatamy już rękoma. Masa powinna mieć konsystencję plasteliny. W tym momencie jednym naszym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia. Masę cukrową możemy rozwałkować i wykrawać z niej różne kształty, czy przy pomocny nożyka, czy foremek...Możemy robić z niej figurki jak z plasteliny. Jeśli kogoś nie przerażają barwniki chemiczne to tez droga wolna... Ja mocno ograniczona moimi alergiami musiałam pogłówkować jak tu ubarwić moje ozdóbki w sposób naturalny. Wyszukałam wskazówki , że dzięki niewielkiemu dodatkowi kurkumy uzyskamy kolor żółty, sok z marchwi zabarwi masę na pomarańczowo, z buraka na czerwono, ze szpinaku na zielono,a z jagód na niebiesko lub fioletowo, zaś dzięki dodatkowi kakaa uzyskamy masę brązową. Ja użyłam jedynie soku z marchwi, z buraka i dodatku kakaa. Owszem barwy otrzymane w ten sposób nie są intensywne, lecz pastelowe. Coś za coś... Poza tym intensywnie barwione jedzenie jednych przyciąga, innych zaś odpycha...
Dla mnie jest ważne, że jest ładnie, słodko i kolorowo bez użycia chemicznych barwników :)
Jednym słowem polecam taką zabawę, tylko ostrzegam, wszystko będzie się kleić i pół szafek w kuchni zastawione tężejącymi ozdobami. Ale zabawa świetna i efektowna :)

Natomiast aby zrobić czekoladowe ozdoby wystarczy w kąpieli wodnej stopić czekoladę. Na papierze do pieczenia, od spodu rysujemy szkic, zaś z drugiej strony wg linii pokrywamy go czekoladą, odkładamy do lodówki do zastygnięcia. Wdzięczne, piękne i smakowite :)




niedziela, 24 marca 2013

Czekoladki Bounty


Nie ma to jak połączenie czekolady i kremowego słodkiego kokosu...mmmm nie wiem jak Wy, ale ja się rozpływam na samą myśl i przypomnienie. Bo niestety czekoladki już zjedzone. Rodzinka stanowczo prosiła o powtórkę... i jak tu odkrywać nowe smaki i próbować nowych przepisów, jak człowiek chce wracać do tego co dobre???

Czekoladki robiłam w foremce sylikonowej którą niedawno wygrałam w tym konkursie.
Są to dość małe foremeczki i do nadziewania nadają się średnio, lepsze by były większe. W tych natomiast na pewno sprawdzą się wspaniale czekoladki o różnych smakach, nie nadziewane.






Składniki:
100g czekolady gorzkiej
50g czekolady mlecznej
3 kopiaste łyżki wiórków kokosowych
2/3 szklanki mleka
3 łyżeczki mąki kukurydzianej(płaskie)
30ml wódki(jak nie chcecie alkoholu to pomińcie, będą równie dobre)
1 czubata łyżka cukru
2 paski białej czekolady


Czekoladę gorzką i mleczną topimy w kąpieli wodnej. Foremki schładzamy. Pędzelkiem dokładnie smarujemy wnętrze foremek, wstawiamy do zamrażalnika. Po 15 minutach wyjmujemy foremki i nakładamy kolejną warstwę czekolady. Schładzamy. W garnku gotujemy mleko z wiórkami, cukrem i czekoladą białą. Gotujemy chwilę aż masa stanie się lekko gęsta. W odrobinie mleka rozrabiamy mąkę kukurydzianą i zagęszczamy nią masę kokosową. Studzimy i gdy masa będzie chłodna dolewamy wódkę i dokładnie mieszamy. Napełniamy nasze czekoladki nadzieniem kokosowym zostawiając milimetr wolnego miejsca od góry. Ponownie topimy czekoladę w kąpieli wodnej. Wypełniamy nasze czekoladki i wyrównujemy wierzchnią warstwę. Schładzamy około 30-40 minut w zamrażalniku. Gotowe przechowujemy w lodówce o ile uda nam się ich od razu nie zjeść... ;)
Jak dla mnie czekoladki te są dużo lepsze od kupnych, szczerze polecam i życzę Wam Smacznego ;))))












piątek, 22 marca 2013

Serniko- mazurek




Jako, że za mazurkami rodzinnie nie przepadamy, zawsze pieczemy cos co go imituje. Zazwyczaj są to torty na biszkopcie przełożone kremami i ozdobione na wzór mazurka. Nie zawsze jednak ma się ochotę na takie ciasto. Dlatego alternatywa może być sernik na kruchym spodzie (choć ja pieke bez spodów....nie lubię) który przyozdobimy tak by imitował mazurka. Choć oczywiście może być też zwykłym normalnym wspaniałym sernikiem ;) Takim jakie lubimy najbardziej, idealnie mokry, puszysty i kremowy w smaku...mmm nic tylko jeść. Mój zniknął w przeciągu 15 minut ;)
Inspiracja pochodzi od Agi .





Składniki: 
-50dkg sera na sernik (mój miał być malutki dlatego tylko tyle serka, można zwiększyć wszystkie składniki proporcjonalnie)
-160g śmietany 18%
-3 jajka
-2/3 szklanki cukru
-cukier waniliowym
-1/2 budyniu waniliowego


Jeśli mamy twaróg z kostki to mielimy go 3-krotnie. Ja użyłam wiaderkowego więc ten krok pominęłam. Twaróg przekładamy do miski i miksując na niskich obrotach dodajemy śmietanę, cukier, cukier waniliowy, pojedynczo jajka, oraz budyń. Gdy masa jest jednolita, to wylewamy ją do foremki wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułka tartą, lub włożonej papierem do pieczenia. Ja użyłam małej 21cm tortownicy. Pieczemy około godziny w 170 stopniach. Po upieczeniu zostawiamy w piekarniku, aż sernik ostygnie. Na noc wkładamy do lodówki. Na drugi dzień ozdabiamy wg upodobań. Smacznego :))))



czwartek, 21 marca 2013

Chleb mieszany z ziarnami





(Przepis rodzinny)


Składniki (z podanych składników wychodzą 2 spore chleby):

1 kg mąki pszennej
10 dkg drożdży
3 szklanki wody
1 szklanka mleka 3,2%
1 łyżka soli
2 szklanki otrąb
3 garście siemienia lnianego
3 garście słonecznika




Wszystkie składniki powinny być temperatury pokojowej.
Najpierw robimy rozczyn z drożdży i cukru. Kiedy drożdże zaczną rosnąć to wszystkie składniki razem mieszamy w misce, aż ciasto zacznie odchodzić od miski. Zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, powinno podwoić swoją objętość. Po czym wykładamy w formy -keksówki. Kiedy znów zacznie rosnąć, to wkładamy do piekarnika. Pieczemy 45 minut w 180 stopniach.
Dla urozmaicenia czasem część mąki pszennej zastępuję pełnoziarnistą pszenną lub żytnią.
Chleb jest niesamowicie smaczny i odżywczy.
Smacznego ;)

Czy wiecie, że.....


Siemię lniane to nasiona lnu zwyczajnego stosowane jako środek leczniczy. Płaskie szaro-brązowe nasionka maja wielkość około 2-3 mm, a po zalaniu ich wodą stają się większe, ciemnobrązowe i pęcznieją, otaczając się śluzem. Nasiona lnu są też wykorzystywane do produkcji oleju roślinnego (lnianego). Produkty, w skład których wchodzą nasiona lnu, są bogate w witaminy i składniki mineralne. Chodzi tu przede wszystkim o obecność w nasionach lnu tak cennych składników jak:
  • wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT) – gwarantują prawidłową budowę tkanki mózgowej, przyczyniają się do właściwego funkcjonowania hormonów, które regulują prawidłową przemianę materii; ponadto wpływają na obniżenie cholesterolu,
  • błonnik – korzystnie wpływa na pracę przewodu pokarmowego, pomagając w zaparciach, powracających biegunkach; ponadto pomaga usuwać z organizmu toksyny i gwarantuje uczucie sytości,
  • witamina E – ważna przy leczeniu między innymi miażdżycy i chorób serca, gdyż jest głównym antyoksydantem i uczestniczy w dostarczaniu składników odżywczych do komórek,
  • witaminy z grupy B – uczestniczą w przemianach węglowodanów, białek i tłuszczów, w wytwarzaniu czerwonych krwinek; pomagają w tworzeniu szpiku kostnego,
  • magnez, wapń, żelazo i cynk.
W zastosowaniu wewnętrznym siemię lniane (całe ziarna lub rozdrobnione) najpierw się moczy; można też sporządzić wywar (bezsmakowy) lub mączkę (gorzkawy posmak).

Zalety siemienia lnianego

  • pomaga w nieżycie żołądka i dwunastnicy; łączy się go wówczas z innymi roślinami – dziurawcem, korzeniem prawoślazu albo korzeniem kozika lekarskiego,
  • przynosi ulgę osobom, u których stwierdzono wrzody,
  • pomaga powstrzymać biegunkę,
  • eliminuje zaparcia,
  • poprawia perystaltykę jelit,
  • przynosi ulgę przy nadkwasocie,
  • łagodzi dolegliwości związane ze stanem zapalnym oskrzeli i gardła (zwiększa wilgotność śluzówki),
  • jest dobrym źródłem lecytyny (pomaga wzmocnić koncentrację i usprawnia pamięć),
  • zapobiega wczesnym objawom demencji starczej,
  • zmniejsza uczucie głodu, powodując poczucie sytości,
  • przeciwdziała wzdęciom,
  • ma właściwości grzybobójcze i antyutleniające,
  • ma działanie podobne do estrogenu (dzięki zawartości fitoestrogenów), łagodzi objawy menopauzy i stosowany jest w profilaktyce nowotworowej,
  • świetnie nawilża suche włosy, dlatego też jest stosowany jako składnik szamponów i odżywek, 
informacje o siemieniu lnianym pochodzą stąd → ( http://www.siemie-lniane.pl/ ) 

poniedziałek, 18 marca 2013

Kopiec Kreta Wygrywa :)))))))))



Okazuje się, że drugi raz jest równie emocjonujący, wspaniały i daje ogrom radości co pierwsza wygrana. Serce galopuje, oczy się błyszczą, na niczym się skupić nie można :))) tak tak, jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa...tak już mam. Często w życiu dostaje się za to po tyłku, ale w takich chwilach również radość odczuwa się mocniej niż ludzie nie będący aż tak wrażliwymi ;)
Tak stanowczo lubię tą wrażliwość ;)

Zeszłam z tematu, wybaczcie, choć w ten sposób poznajecie mnie trochę bardziej.
Tak więc jak zwykle nie wierząc w ogóle we własne siły ale jednak wysłałam zgłoszenie na konkurs organizowany przez Nikol na jej blogu( tu link do konkursu ).
Co dzień myślałam, o tym konkursie. A dziś mimo, że nie wierzyłam, że mogę wygrać, to z ciekawości zaglądałam kilkanaście razy...kto wygra...może zobaczę czym się kierować na przyszłość, by robić lepsze zdjęcia....
Jaki ogromny szok przeżyłam jak zobaczyłam własne imię i nazwisko....nie do opisania. Pobiegłam do kuchni do mamy, rzuciłam się nic nie widzącej biedaczce na szyję ;) i cieszyłam się jak małe dziecko :))) nadal siedzę z bananem na twarzy :) a tu dowód, że to ja wygrałam. Nikol bardzo bardzo Ci dziękuję za docenienie moich starań :))))
Co do ciasta, robiłam je prawie identycznie jak Nikol (jej przepis ).
Jedynie czytając komentarze odrobinę kakaa odjęłam i zastąpiłam je mąką ;)

Składniki na tortownicę 24cm śr. :

Ciasto:
230g mąki
150 g ciemnego kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
170g masła miękkiego
220g cukru
30g cukru waniliowego
125 ml śmietany kwaśnej
1 łyżeczka estraktu z wanilii(to pominełam, bo nie mam ;/ )

Krem:
400ml mocno schłodzonej kremówki
2 śmietan-fixy (ja dałam 2 śnieżki)
2 łyżki cukru pudru (pominęłam, bo dzięki śnieżce było słodkie)
50 g gorzkiej czekolady

Dodatkowo:
3 banany (czasem 2, czasem 4...zależy od ich wielkości)
sok z cytryny

Do miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia, kakao i dodajemy sól, wymieszać. W drugiej misce utrzeć masło z cukrem i cukrem waniliowym na puszysta masę. Dodawać pojedynczo jajka, po każdym chwilę miksując. Wsyp połowę sypkiej mieszanki, zmiksuj. Dodaj śmietanę i znów zmiksuj.
Wsyp resztę mącznej mieszanki i porządnie wymieszaj. Dno tortownicy o śr. 24cm  wyłóż papierem do pieczenia, boki natomiast wysmaruj masłem i posyp kakaem. Ciasto przełóż do formy, wygładź i piecz ok. godziny w 160 stopniach. 
Po wystudzeniu wydrąż ciasto krótkim nożykiem zostawiając około 1,5 cm brzegu i tyle samo warstwy spodniej. Banany przekrój wzdłuż na pół i pokrop sokiem z cytryny.Ułóż w wydrążeniu ciasta.  Kremówkę ubij dodając śmietan- fixy i cukier puder, lub same Śnieżki. Czekoladę posiekaj drobno i dodaj do śmietany. Krem układaj na bananach tworząc górkę. Ciasto które zostało z wydrążenia pokrusz i posyp nim ciasto dociskając lekko dłonią. Schłodź i przechowuj w lodówce. Życzę smacznego :)))
Jak dla mnie ciasto to podbija serce i moje i domowników :)







sobota, 16 marca 2013

Marchewka w sosie








Składniki:
3 duże marchewki
1,5 łyżki masła
2 łyżki mąki
sól
ewentualnie można dodać kostkę rosołową

Marchew obieramy, myjemy, kroimy w kostkę. Wrzucamy do garnka i zalewamy wrzącą wodą, solimy. Czas gotowania zależny jest od marchewki, zazwyczaj po około 20 minutach jest już miękka. Na patelni robimy zasmażkę. Roztapiamy masło i gdy zaczyna się smażyć to sypiemy na nie mąkę. Rozprowadzamy na gładko. Następnie wrzucamy zasmażkę do marchewki energicznie mieszając. Ważne aby w garnku z marchewką było jeszcze sporo wody inaczej zrobią się kluchy. Jak lubimy można dodać do smaku kostkę rosołową, choć ja akurat tego nie robię. Taka marchewka pasuje do wielu obiadowych dań i jest lekkostrawna. Smacznego :)


Czy wiesz, że:

Korzeń marchwi zawiera wiele karotenu, witamin i składników odżywczych. Jest on pełen przeciwutleniaczy, które zapobiegają starzeniu się naszego organizmu. Marchew chroni nasz układ odpornościowy, działa przeciwbakteryjnie oraz reguluje pracę przewodu pokarmowego. 
Duża zawartość witaminy A działa zbawiennie na przemęczone oczy. Jest też stosowana w profilaktyce zaćmy, ostatnio bardzo popularnej choroby. 



Kurczak po chińsku z marchewkową potrawką




Dla 2/3 osób potrzeba:

2 woreczki ryżu
2 duże pojedyncze piersi z kurczaka
3 łyżki oleju
marchewka
pół papryki czerwonej
pół papryki zielonej
mała cebula
grzybki chińskie np. Mun
sos sojowy jasny
kawałek korzenia imbiru
curry, kurkuma, papryka mielona, pieprz cayenne, sól
łyżka mąki ziemniaczanej
pędy bambusa pokrojone w paseczki ( ale nie jest to niezbędne)

Grzybki Mun namoczyć w gorącej wodzie na około 15 minut. Ryż gotujemy na sypko wrzucając na wrzącą wodę. Piersi myjemy, kroimy w kostkę lub plastry. Podsmażamy na rozgrzanym oleju, następnie dodajemy pokrojone w małe paseczki: paprykę zielona i czerwoną, cebulkę, starkowaną marchewkę, smażymy jeszcze przez chwilę. Podlewamy wodą(ok. 700ml), dodajemy odcedzone grzybki, pędy bambusa, sos sojowy i przyprawy. Gotujemy około 20minut. W małej ilości zimnej wody rozprowadzamy mączkę ziemniaczaną i zagęszczamy nią sos. Podajemy z ryżem, lub jak wolimy to można z makaronem. Smacznym dodatkiem będzie gotowana marchewka, na którą przepis znajdziecie
tutaj. 
Życzę smacznego :)



piątek, 15 marca 2013

Lody, niestety nie dla ochłody. Wiosno wróć!!!


Sprzeciw!!! Wnoszę całkowity i stanowczy sprzeciw zimie!!!
Właśnie dlatego, dziś zafundowałam sobie deser lodowy...oby zima zrozumiała, że jak zaczynamy jeść lody to ona ma już spadać na dobre!!!
Nie jest to przepis jakiś wielki, bardziej propozycja podania.
Ja zawsze schładzam miseczki, przed nałożeniem lodów. Następnie wykładamy porcję takich lodów na jakie akurat mamy ochotę. Posypujemy wiórkami polewamy sosem. Ja preferuję advocatowy i czekoladowy. Dodajemy kawalki ptasiego mleczka i ulubione ciastko/wafelka.
 Och, jak ja bym chciała, żeby ta zima się już skończyła.... po tych lodach, przez 3 godziny było mi zimno :(
Wiosna, lato, błagam przyjdźcie już!!!!!!!!!!
Czy Wy kochani macie już tez dość tej pogody? Czy też są wśród Was zwolennicy zimowej aury?


czwartek, 14 marca 2013

Mus Cappucino, pobudzający zmysły.....




Dziś chciałam Wam zaproponować deser który wypełniony jest afrodyzjakami... Idealnie nadaje się na uwieńczenie kolacji we dwoje. Zapytacie co w nim jest afrodyzjakiem? Otóż: czekolada, miód, kokos, wiśnie i znów czekolada, no i oczywiście dodatek korzennych przypraw, takich jak: gałka muszkatołowa, cynamon, goździki.... Uważajcie bo pobudza zmysły..;)))))
Pamiętacie mojego niedawno temu pieczonego biszkopta? Tak się stało, że do ciasta które z niego robiłam potrzebowałam 2 blaty a 3 został i wysechł. Nie znoszę, nie cierpię, wręcz nie toleruję marnowania żywności. Więc wymyśliłam jak by go zużyć. Ponieważ mama będąc w sklepie przytargała kremówkę, serki waniliowe, postanowiłam coś z nich wyczarować. Nie wzorowałam się na nikim, tylko tak o  pomyślałam, dam trochę tego i szczyptę tamtego i powstał pyszny mus.





Jeśli chcieli byście spróbować takiego deseru, musicie przygotować:

Składniki główne:
100g czekoladowego biszkopta/babki/innego suchego czekoladowego ciasta
400g serek homogenizowany waniliowy
200g śmietanka kremówka 30%
3 łyżeczki żelatyny
4 łyżeczki cukru pudru
3 łyżki Cappucino czekoladowego
3 łyżeczki korzennej przyprawy

Na likier do nasączenia:
150ml gorącej przegotowanej wody
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 łyżeczki miodu
30 ml alkoholu

Dodatki:
3 łyżeczki kokosowych wiórków
25 g czekolady gorzkiej do dekoracji
5 sztuk wiśni

Zabieramy się do roboty...
1.Czekoladowy biszkopt kruszymy do miski. Przygotowujemy poncz, zalewamy kawę rozpuszczalną, gorąca wodą, studzimy,dodajemy miód i alkohol. Żelatynę rozpuszczamy w odrobinie wrzącej wody.

2.Śmietanę kremówkę ubić dosypując cukier puder. Gdy będzie sztywna zmniejszamy obroty miksera i dodajemy proszek cappucino, a następnie po łyżce serka. Ubijamy krótką chwilę aż masa będzie jednolita.

3.Do pucharków lub kieliszków nakładamy kolejno: warstwę z skruszonego biszkopta, posypujemy odrobiną przyprawy korzennej i nasączamy kilkoma łyżeczkami przygotowanego wcześniej likieru. Na tym układamy warstwę z musu cappucino. Następnie znów warstwę biszkoptową i z musu. Wierzch obsypujemy wiórkami kokosowymi i ozdabiamy czekoladą, na każdym deserze kładziemy również wisienkę. Schładzamy około godzinę w lodówce.

4.Teraz pozostaje już tylko cieszyć się wspaniałym smakiem wraz z ukochaną osobą :) Smacznego :)))




Zachęcam również abyście spróbowali sami wykonać takie ozdoby jak serduszka z czekolady widoczne na deserach. Robiłam je pierwszy raz i okazały sie banalnie proste. Wystarczy bowiem stopić czekoladę w kąpieli wodnej a następnie na papierze do pieczenia rysować nią wzory które chcemy uzyskać. Następnie papier wkładamy na 15 minut do lodówki. Gdy czekolada zastygnie ostrożnie i delikatnie zdejmujemy powstałe ozdoby. Ot i cała filozofia ;) Polecam :)

Musiałam edytować...musiałam napisać Wam, że ten deser przechodzi wszelkie oczekiwania...Jest BOSKI!!!! A ile zebrałam ochów i achów od rodzinki :) Niezapomniane, są chwile gdy widzisz ta błogość na twarzy bliskich, warte każdego wysiłku. Choć przy tym deserku nie napracujecie sie wiele, a efekt powalający. Dodaje tez zdjęcie zrobione na szybko, podczas jedzenia. Na szybko, bo nie szło sie od niego oderwać :)





wtorek, 12 marca 2013

Masło orzechowe made by ja...



Czy Wam moi drodzy też ta pogoda daje tak w kość? Bo mnie to już za przeproszeniem „trafia”. Jakoś tak smutno i ponuro, do tego to zimno...a że niestety należę do osób z ogromnymi problemami z układem pokarmowym, tym mocniej daje się to we znaki. Każdy kto również ma podobne problemy wie o czym mówię....

Brak sił na cokolwiek połączony z brakiem możliwości wyjścia po zakupy i pustym słoikiem po maśle orzechowym spowodował, że pokusiłam się o zrobienie go własnoręcznie. Jedyny problem był w tym, że....tego dnia nie łączył mi internet. Nie było jak podejrzeć jak robią to inni więc kombinowałam ;)))









Na pierwszy rzut wzięłam 70g orzeszków i zblenderowałam je...
Następnie dolałam półtorej małej łyżeczki oleju (zwykły, bezwonny -rzepakowy), szczyptę soli i płaściutką łyżeczkę cukru pudru. Miksowałam dalej...
Powstał bardziej sos aniżeli masło orzechowe, więc tak dosypywałam, dosypywałam tych orzeszków bo ciągle było zbyt rzadkie. Koniec końców dałam ich 100g, więcej nie miałam, bo sypałabym jeszcze. Efekt końcowy jest zadowalający, choć nie dorównuje według mnie temu które kupuje. Firmy nie podaję, bo mógłby to ktoś odebrać jako reklamę, ale wszyscy je znacie zapewne ;)
Mimo tego zniknęło w trakcie jednego rodzinnego śniadania. Dlatego nie ma zdjęcia w słoiku. Udało mi się złapać ostatnia łyżeczkę, która została zjedzona solo, na „deser”.



Składniki podsumowując:
100g orzeszków ziemnych
1,5 łyżeczki oleju (ale to było zbyt dużo)
szczypta soli
mała łyżeczka cukru pudru
Potrzebny jest też blender

Dziś już wiem, że moim błędem było danie zbyt dużej ilości oleju na mała ilość orzeszków, oraz nie uprażenie ich przed całym zabiegiem. No ale cóż, uczymy się na błędach i oby wszystkie błędy były tak pyszne ;)))  

A jaki jest Wasz przepis na masło orzechowe?

niedziela, 10 marca 2013

Biszkopt kakaowy - niezawodny, pyszny, zdrowy...



Jest to przepis zmodyfikowany przeze mnie. Podstawą do niego był przepis na biszkopta tradycyjnego, który pochodzi od znajomej mojej mamy. Jak dla mnie – niezawodny...odpukać!!!

Potrzebujemy:
4 jajka (L)
3/4 szkl. cukru
1/2 szkl. mąki
3 łyżki ciemnego kakao (ja używam Deco Moreno)
2 łyżki mączki ziemniaczanej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Sposób wykonania jest dokładnie taki jak przy biszkopcie tradycyjnym.
Z jajek oddzielić żółtka i białka. W misce utrzeć białka z malutką szczypta soli i całym cukrem. Gdy są sztywne dodać żółtka i jeszcze chwilę ubijać. Wyłączyć mikser. Do masy dodać przesianą mąkę, mączkę, proszek do pieczenia i kakao. Teraz mieszamy już łyżką, nie mikserem. Niezbyt zamaszyście, ale dokładnie. Dno tortownicy smarujemy olejem lub wykładamy papierem do pieczenia, ale tylko dno. Pieczemy w 160 stopniach około 30-40 minut. Ważne aby do suchego patyczka.
Podane proporcje są idealne na tortownicę o średnicy 24cm.
Taki kakaowy biszkopt może stanowić podstawę tortów, być nasączany, przekładany masami, kremami, maczany w śmietanie, stopionej czekoladzie....możliwości co niemiara. Więc spróbujcie bo warto :)
Życzę Smacznego :)*




czwartek, 7 marca 2013

Tiramisu, deserowa wersja ;)




Jak obiecałam, tak też czynię...
Przepis ten został nagrodzony w konkursie na blogu Kuchni szeroko otwartej
Konkurs polegał, na tym, aby przygotować potrawę z przepisów Oli organizującej konkurs, ale wprowadzając jakieś modyfikację. Tak tez uczyniłam...
Wybrałam  ten przepis.

A to moja wersja, jest lekka, pyszna i szczerze, przerosła moje oczekiwania :) Dla niektórych osób może być też istotne to, że nie zawiera surowych żółtek... Deser jest pyszny, przepyszny :) Znacie? Próbowaliście? Jeśli nie, nie traćcie czasu tylko marsz do kuchni...



Potrzebujemy:
ok.200g biszkoptów, lub upieczonego w domu biszkopta
500g serka homogenizowanego waniliowego np. Danio
250ml śmietany kremówki (30%)
250ml naparu mocnej kawy (może być rozpuszczalna)
50ml wódki
trochę-tak z pół łyżeczki aromatu migdałowego
3 łyżki cukru pudru
3 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżeczki żelatyny
wiórki gorzkiej czekolady do posypania


Żelatynę rozpuszczamy w 3 łyżkach wrzącej wody, studzimy. Zimną kremówkę ubijamy na sztywno z cukrem pudrem, nie przerywając ubijania dodajemy po łyżce serek. Kawę łączymy z alkoholem i aromatem migdałowym. Do pucharków nakładamy warstwę z biszkoptów i nasączamy je kawą, następnie kładziemy 2-3 łyżki serowo-śmietanowej masy, posypujemy kakaem, znów biszkopty, nasączamy, serek itd., do wyczerpania składników. Na górze powinien znaleźć się serek który najlepiej obficie posypać startą czekoladą. Schłodzić w lodówce przez 3-4 godziny i zajadać się bez opamiętania :)
Smacznego ;)






środa, 6 marca 2013

Nagroda w konkursie, to mój pierwszy raz :)


Czujecie wiosnę?
Ja czuję i to wyraźnie, a dziś wyjątkowa radość sprawił mi... listonosz. Przyniósł mi bowiem pewną bardzo oczekiwana przesyłkę :) Jaka była moja radość jak ją rozpakowałam. Tak, miałam wtedy pewność, że to nagroda za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie który niedawno organizowała Ola z Kuchni szeroko otwartej(link). Może wyda Wam się to dziwne, ale jak wysyłałam mój przepis, to marzyłam właśnie o tej nagrodzie i nie ważne że była za trzecie miejsce, ważne, że była książeczka z przepisami na DESERY :) bo kocham słodkości. Poza książką dostałam również sylikonową piękną foremkę w której można robić domowe czekoladki, malutkie ciasteczka, bądź fikuśne kostki lodu :)
Do tej pory myślałam, że nagrody są tylko dla znajomych, lub ludzi podstawionych. Teraz uwierzyłam, że przynajmniej czasem jest inaczej. I kto wie...może ja również zasługuję na choć odrobinę szczęścia w życiu ;)
Jestem wdzięczna Oli za docenienie mojego deseru. Wiadomość o tej wygranej zmotywowała mnie do zrobienia czegoś na co dawno się namierzałam, a mianowicie do założenia tego bloga ;)))  dodało mi to wiary we własne siły...może jednak naprawdę potrafię stworzyć coś fajnego, ciekawego i smacznego przy tym....a jeśli ciekawi Was jaki przepis został doceniony i nagrodzony, to pojawi się na blogu już jutro, a może nawet dziś wieczorem....więc zapraszam ponownie :)

a oto zdjęcia prezentujące przesyłkę oraz jej zawartość ;)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Dziękuję, za zajrzenie na mojego bloga. Mam nadzieję, że znalazłaś/eś to czego szukałaś. Będzie mi miło jeśli pozostawisz komentarz. Jeśli chcesz zapraszam do polubienia mojego bloga na Facebooku. Pozdrawiam Agata :)